They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

Czytasz wypowiedzi wyszukane dla słów: atrakcje turystyczne Egiptu





Temat: Funny Nile - moje wspomnienia
29.10
Luksor, zakwaterowanie na statek

Wstajemy raniutko, a właściwie jeszcze w nocy. Budzimy się dzięki dzwonkowi w
komórce. Jakoś nie wierzyłam w to egipskie budzenie, które mieliśmy zamówione,
i jak się okazało, bardzo słusznie. Dzwonili do nas, a i owszem, ale ...
telefon miał wyłączony (lub zepsuty) dzwonek! Grunt, że punktualnie stawiamy
się na miejsce zbiórki. Jestem trochę nieprzytomna, ale tylko przez chwilę;
emocje robią swoje. Wydaje mi się, że przez całą noc śniły mi się zabytki,
które już dziś mamy zobaczyć. Czyżbym miała prorocze sny?

Krążymy jeszcze trochę po Hurgadzie, zbierając pozostałych uczestników naszego
rejsu. Okazuje się, że będziemy mieli kameralną 12. osobową grupę warszawsko –
śląsko – australijską. My oraz jeszcze jedno małżeństwo jesteśmy najmłodsi.
Docieramy do miejsca, skąd wyrusza konwój. Zawsze wyobrażałam sobie, że w
czasie konwoju wszędzie otaczać nas będzie policja – z przodu, z tyłu, z boku –
na trasie. Tymczasem jest jej zdecydowanie mniej, niż myślałam. Jedziemy w
kilkanaście autokarów dosyć rozstrzelonym konwojem; chwilami nie widzimy przed
sobą ani za sobą żadnych innych pojazdów. Nasza przewodniczka podczas rejsu,
Agnieszka, Polka od 8 lat mieszkająca w Kairze, zdradza nam, że obecnie konwoje
wyglądają zupełnie inaczej niż kiedyś. Są utrzymywane przez biura turystyczne i
ich głównym celem nie jest już zapewnienie nam bezpieczeństwa (Aga twierdzi, że
i tak jest bezpiecznie), lecz zapewnienie szybkiego i bezproblemowego
transportu turystów. To fakt, w czasie konwojów tamowany jest całkowicie ruch
drogowy, a znając zwyczaje tutejszych kierowców (my tak naprawdę dopiero je
poznamy), założę się, że normalnie przebycie tej trasy zabrałoby nam
zdecydowanie więcej czasu.
Znaczną część drogi przebywamy pośród skalistych wzgórz. Tak wygląda pustynia w
Egipcie, choć większości pewnie słowo „pustynia” kojarzy się z ogromnymi
połaciami miękkiego i drobnego piasku. Droga jest kręta i raz po raz zanurzamy
się w kolejne zakamarki otaczających nas wzgórz. Wkrótce krajobraz zmienia się
i mijamy mniejsze i większe miejscowości. Mój pierwszy szok po obejrzeniu
Hurgady i wiecznego placu budowy w jej okolicach, tutaj zdecydowanie się
powiększa. Widzę wyższe i niższe zabudowania, które lata świetności dawno mają
już za sobą, a tak naprawdę chyba nigdy nie zostaną dokończone (czyli jak się
okazuje tu w Egipcie mają trochę więcej niedokończonych rzeczy niż tylko
obelisk;). Niczym flagi łopoczą na wietrze ręczniki, chusty i inne elementy
garderoby – jest to jak dla mnie jedyny ślad tego, że budynki są zamieszkałe. Z
autokaru widzimy też ich mieszkańców – bardzo biednych ludzi, starych i
młodych, i malutkie jeszcze dzieci. Faceci w długich sukmanach – galabijach –
„gnają” na osiołkach po brudnych ulicach, inni siedzą przed domami i wpatrują
się na przejeżdżające autokary. Myślę sobie, że my jesteśmy dla nich taką samą
atrakcją, jaką oni dla nas.. Na murach gdzieniegdzie widnieją zakurzone i
odrapane reklamy Pepsi – jak się okazuje, to rzeczywiście marka globalnaJ.
Obserwując te widoki zdaję sobie sprawę, że właśnie zaczyna się prawdziwy
Egipt, nie mający nic wspólnego z jarmarcznością Hurgady. Miejscowości
wypoczynkowe są zamkniętymi enklawami, rządzące się swoimi własnymi prawami
wynikającymi z upodobań i przyzwyczajeń turystów, dlatego po stokroć warto
wybrać się choćby na jedną wycieczkę, by naprawdę poczuć, dotknąć, zobaczyć
kawałek kraju, który trzy tysiące lat temu był światową potęgą, a dziś zdaje
się funkcjonować jedynie dzięki swej historii...
Wkrótce docieramy do Luksoru. Dopada nas miejski zamęt i ruch uliczny, ale w
mojej głowie zamęt jest chyba większy – niebawem moim oczom ukażą się jedne z
najsłynniejszych zabytków na świecie!
Przystanek pierwszy – Karnak. Największy zespół świątynny w Egipcie, budowany,
rozbudowywany i przebudowywany przez stulecia. Co bardziej leniwi faraonowie
nie stawiali świątyń od podstaw, ale korzystali z dorobku swoich poprzedników -
albo burzyli ich świątynie i z pozostałych skalnych bloków stawiali nowe,
jeszcze okazalsze i wspanialsze, albo zwyczajnie zacierali napisy i wizerunki
przodków, naprędce wykuwając swoje. Nie robili sobie wiele z dorobku swoich
przodków, koncentrując się na tym, aby to właśnie oni byli zapamiętani
najlepiej i pozostawili po sobie największy dorobek architektoniczny.






Temat: wycieczki
Znów trudne pytanie!
Każdy bowiem ma odmienna definicje wypoczynku, więc tak jak poprzednio pisze od
siebie. Ciepło to Afryka (nie piszę tu o wycieczkach na Bali Mauritius itp. ze
względu na ich ceny). Pomijam Maroko – kraj przepiękny ale tylko z dala od
turystycznych kurortów i ich atrakcji. Niestety zbyt dla nas drogi i w części
północnej miejscami nieprzyjemny gdyż turystów eksploatuje się tu nieco ponad
miarę. Maroko jest piękne na południu dzikie, spalone słońcem, a mieszkańcy nie
są tu omamieni turystyczną mamoną i traktują przybyszy jak za dawnych czasów.
Niestety cena takiej wycieczki jest również dość wysoka. Najbliższa i
najatrakcyjniejsza jest niewątpliwie Tunezja i o niej napiszę szerzej. Niestety
Egipt zasmucił mnie strasznie gdyż hotele z czterema gwiazdkami maja co
najwyżej dwie, kraj zwiedzamy w konwojach – kretyńska turystyka. Osławiona rafa
na morzu czerwonym jest śmiechu warta – chyba że dla tych którzy nie widzieli
rafy koralowej w jej prawdziwym wydaniu. Jedzenie podłe nawet w hotelach więcej
niż trzy gwiazdki. W atrakcyjnych miejscach piramidy itp. – tłok większy niż
na Różyckiego czyli zero obcowania z zabytkami sprzed tysiącleci. Na dodatek
wszystko drogie, a biura turystyczne w pogoni za forsą potrafią zataić tak
istotne informacje jak ta, że plaża hotelowa jest jednoczesne plażą miejską
odwiedzaną przez mieszkańców sporego miasta. I wiele innych równie
skreślających ich jako wiarygodnych partnerów w podróży.
Tunezja jeszcze nie tak dawno świeciła pustkami, dzisiaj to jedno z miejsc
najczęściej odwiedzanych przez spragnionych słońca i ciepła mieszkańców Europy.
Ogromne środki które to niewielkie państwo przeznaczyło na budowę hoteli oraz
rozwój turystyki, oraz dogodne położenie zaledwie 2-3 godziny lotu samolotem
sprawiły że Tunezja dla mieszkańców Europy stała się popularnym miejscem
spędzania wakacji. Jest to atrakcyjne miejsce wypoczynku zarówno dla tych
którzy zmęczeni ciągłym biegiem chcą po prostu poleżeć na plaży jak i dla tych
którym marzą się wyprawy przez pustynię. Niewysokie koszy oraz sezon trwający
od kwietnia do października sprawiają, że wakacje w tym egzotycznym kraju są
czasem nawet tańsze niż w Polsce.

Gdzie jechać czyli trochę o specyfice kraju
Polecam hotele 3- i więcej gwiazdkowe. Tylko one bowiem gwarantują wysoki
poziom usług sprawną klimatyzacje oraz dobre wyżywienie. Najlepiej wybierać
hotele położone w centrach hotelowych. Są to oddalone od miast położone przy
czystych plażach ciągi hoteli z których każdy jest otoczony rozległym parkiem.
Możemy tu wieczorem wyjść na spacer z daleka od kurzu i gwaru arabskich wiosek.
Nie polecam wypoczynku w hotelach znajdujących się w miastach takich jak Susse,
w których codzienny gwar będzie przeszkadzał nam w wypoczynku. Polecam
natomiast takie hotele miasteczka jak Skanes położony na przedmieściach
Monastiru. Znajduje się on co prawda niedaleko lotniska, ale na terenie hoteli
nie słychać samolotów. Oprócz pięknych hoteli mamy tez możliwość zwiedzenia
pięknego arabskiego miasta, oddalonego o niecała godzinę drogi, a taksówką
(kilka dolarów) 15 minut. Jeśli proponują wam Dżerbę to możecie także jechać,
ale jak mowię hotele powyżej trzech gwiazdek. Na tej wyspie właściwie nie ma
gdzie chodzić poza pięknymi rozległymi plażami (myślę o tych koło hoteli). Cala
wyspa bowiem to plaski naleśnik otoczony płytkim morzem i nie ma tu wiele do
zwiedzania. Za to ma wielka zaletę ze leży znacznie dalej na południe niż
reszta miejscowości hotelowych i wycieczka na Saharę jest znacznie ciekawsza,
mniej mecząca i co najważniejsze tańsza.
Zwiedzanie
Tunezja to nie tylko kraj egzotyczny, ale również niezwykle ciekawy i pełen
zabytków. Są tu pozostałości nie tylko wspaniałej Kartaginy ale również
niezliczone zabytki z okresu gdy była najbogatszą prowincją Cesarstwa
Rzymskiego. miejsca te możemy obejrzeć wybierając się na wycieczki fakultatywne
oferowane przez każde biuro podróży. Zwiedzanie Tunezji na własną rękę jest ze
względów bezpieczeństwa właściwie niemożliwe. Możemy natomiast indywidualnie
wypożyczyć jeepa z kierowcą i ruszyć w nieznane. Taka wyprawa kosztuje około
400 dolarów, a cena zależy głownie od standardu zarezerwowanych hoteli no i
czasu jej trwania. Te 400 papierów to za pełne trzy dni wałęsania się po
bezdrożach, właściwie według uznania bo kierowca jest gotów zawieźć nas tam
gdzie chcemy. No oczywiście na koniec należy starym zwyczajem coś mu odpalić.
Ruszajmy wiec na nowo odkrywać Afrykę, arabscy przewodnicy ciągle polecają nowe
trasy i ciekawe miejsca, zarówno dla tych, których stać na wynajęcie samochodu
jak i dla tych którzy Afrykę chcą odkrywać z okien klimatyzowanego autokaru.
Miłego wypoczynku,
Jerzy Woźniak






Temat: Piloci Triady na 7dni wypoczynku+7 dni autokar
PoniewaŻ również wróciłem z (tej samej) wycieczki czuje się w obowiązku
zareagowac... Byłem w gronie szczęśliwców, którzy nie musieli znosic Pani
Małgosi "Margaret" (jak o sobie mówi) (!). Miałem szczęście zwiedzac Egipt z
najlepszym przewodnikiem jakiego widziałem. Był to właśnie Pan Maciek o którym
złego słowa powiedziec nie dam :P!! Mówiąc krótko: doskonałe poczucie humoru,
wiedza (nie z opracowań dla turystów, tylko lekko akademicka), profesjonalizm,
dobry kontakt z miejscowymi (jako jeden z niewielu pracowników Triady Pan
Maciek zna arabski!) oraz przede wszystkim atmosfera jaką zapewniał swoim
luźnym podejściem nawet w napiętych sytuacjach (gdy poszła szyba w autokarze,
problemy z pokojami w hotelu itp). Dowcipne komentarze naszego przewodnika
potrafiły rozluźnic nawet bardzo nerwowych turystów. Nie wyobrażam sobie
zwiedzania "na poważnie" kraju tak pokręconego jak Egipt. Do świątyń z nami nie
zawsze wchodził bo max informacji podawał nam juz po drodze w autokarze i
chłodnych miejscach unikając zatłoczonych, nasłonecznionych, dusznych miejsc.
Co do Pani "Margerity" :D... poznaliśmy ja podczas fakultatywnej
wycieczki "Kair nocą". To był koszmar. Historie z życia wzięte rzeczywiscie
leciały jedna za drugą. Dowiedzieliśmy sie juz na wstępie że jej corka studiuje
w Szwajcarii, gdzie poznała egipskiego arystokratę, który to ma w pałacu aż 7
kuchni... Żenujące... Nie wspomnę historii o przyjęciach i weselach na których
pani przewodnik bywała (nuda + żenada), liczenia turystów pod namiocikiem jak
gąski i pasjonującego zwiedzania średniej klasy (jak na europejskie warunki)
hotelu, który Pani "Margaret" prezentowała nam jako raj na ziemi podczas gdy
Wasza grupa robiła sobie masowo zdjęcia w windzie hotelowej (!) ku uciesze
egipskiej obsługi. A spacer po Minii... litości. Nie wiem jakie atrakcje
zobaczyliście, może były to wielbłądy, może zabytkowy kosz na śmieci, może
uradowało was rzucanie cukierków miejscowym głodującym dzieciom, wiem że nasza
grupa nie miała ochoty oglądac tej brudnej wioski.
Z drugiej strony... patrząc na Waszą grupe jak biegniecie spod piramid do
autokaru, żeby się czasem nie spóźnic... może to lepiej dla Was że
zwiedzaliście Egipt (kraj bałaganu i braku pośpiechu) w tak wojskowym tempie i
szyku :P, pewnie nie znieślibyscie tej swobody którą cieszyliśmy się w grupie
Pana Macka. Luz, brak pośpiechu, wesołe komentarze i luźna atmosfera... nie
kazdemu musi odpowiadac... Mi przypadło to do gustu.
Reasumując, Pani "Margaret" jest typowym przewodnikiem Triady: nudna, sztywna i
bez polotu. Nie wiem natomiast skąd w Triadzie wzięła sie osoba tak
inteligentna i sympatyczna jak nasz przewodnik, jedno jest pewne Triada powinna
go sklonowac!! Dodam że na sam głos Pani Małgosi "Margaret-Mergerity" nasza
grupa reagowała dreszczami i parsknięciami śmiechu, moje stanowisko więc nie
jest odosobnione.
Pozdrowienia dla autokaru Triada 1!!!




Temat: Wakacje - ehh... masz babo placek...
Wakacje - ehh... masz babo placek...
Witam!
Mam wielki problem. We wrzesniu wybieramy sie na wakacje, w koncu...
Tyle ze jestem w kropce. Nie wiem gdzie pojechac, wertuje forum w kolko, mam
stos katalogow i nie potrafie sie zdecydowac. Moze pokrotce opisze jak to
wyglada w tym roku:

1. W zeszlym roku bylismy w Sharm el Sheik w Egipcie (Sonesta Club),
podziwialismy piekne widoki i przepiekne ryby, bylo cudownie. Chcialbym aby i
w tym roku byla mozliwosc poplywania i popodgladania podwodnego swiata. Moze
jakas dobra dusza napisze, czy na wyspach kanaryjskich bedzie co ogladac
(nigdzie nie moglem znalezc jak tam to wyglada, wszedzie opisy tych samych
kilku miejsc, ale nigdzie nie napisane czy sa tam rybki! :D

2. Na sama wycieczke chcemy wydac 4-5 tys zl (2 osoby). Na Malediwy to za
malo :/ wiec z grubsza decyzja padla: albo Kanary, albo Grecja. Moze znacie
jakies ciekawsze miejsca (kraje) gdzie mozna zarowno sie pobyczyc na plazy,
jak i wynajac na tydzien samochod i we wlasnym tempie pozwiedzac? Bede
zobowiazany, kazda sugestia na pewno bedzie pomocna.

3. Pytanie, ktore sie przewijalo dziesiatki razy - ktora wyspa?! Oczywiscie
biorac pod uwage, ze wybierzemy Kanary (sklaniam sie bardziej ku tej opcji).
Wszyscy pisza Teneryfa albo Lanzarote. Czy z czystym sumieniem moge zawezyc
krag poszukiwan do tych 2 wysp? Napisze z grubsza na czym nam zalezy:

- plaza, milusio najlepiej wsrod palemek, bron Boze zatloczona gdzie ludzie
przypominaja bardziej sardynki w puszce niz relaksujacych sie turystow. Plaza
tylko i wylacznie blisko hotelu (chodzi o to, ze w Egipcie musielismy ganiac
busem 3 km do plazy, gdzie ludziska bili sie o lezaki i zeby zakosztowac
spokoju trzeba bylo wedrowac wzdluz brzegu kilometr dalej). Czyli
podsumowujac: relaks, spokoj, pelen luz, bliskosc hotelu, ladny brzeg, zolty
(!) piaseczek.

- dostepnosc atrakcji. I tu z kolei slowo "atrakcja" jest bardzo subiektywne.
Mamy kolo trzydziestki, wiec chcemy zarowno miec dostep do jakiegos mini-
miasteczka z jakims nocnym zyciem jak i w zasiegu samochodu odludzie, gdzie
bedziemy mogli poczuc sie jak w raju. Ponadto miejsca do zwiedzania - piekne
widoki, moze jakies ogrody botaniczne, zwierzatka... Moze jakis park wodny?

- hotel. Niezbyt zatloczony, najlepiej jakis maly kameralny sluzacy za baze
wypadowa. Niekoniecznie o wysokim standarcie ale oby jedzonko bylo smaczne
(najlepiej regionalne), klimatyzacja w pokojach no i plaza. Odpada hotel przy
jakiejs ruchliwej ulicy, dyskotece itd. Cisza i spokoj. Ah - no i
najwazniejsze. Czystosc w hotelu i okolicy i mila obsluga.

- Jak to jest z wynajmowaniem motorowki? Czy ktos tego probowal? Nie ukrywam,
ze chcielibysmy wynajac sobie motorowke i poplywac na wlasna reke po
okolicznych wyspach (najlepiej bezludnych). Marzenie czy moze da sie
zrealizowac? Ktos moze zrobil w ten sposob?

Prosze, moze ktos poleci jakas wyspe i hotel odpowiadajacy naszym (wiem ze
wygorowanym) wymaganiom... Ponadto moze ktos wybiera sie we wrzesniu wlasnie
na Kanary? Prosze o kontakt, jedziemy we dwojke z zona (wiek: 30 lat) -
volc@wp.pl

Z gory dziekuje wszystkim za pomoc! :)



Temat: czemu narzekamy i czemu jestesmy zle obslugiwani
czemu narzekamy i czemu jestesmy zle obslugiwani
Wielu z Nas Polaków narzeka, wręcz lubi narzekać a to było nie tak a tamto,
pokój brudny, ręczniki nie zmieniane tego się nie można doprosić tamtego
najczęstsza opinia „słaby poziom obsługi”, pojawiająca się w drodze
powrotnej, czy oczekując na samolot w rozmowach i typu: gdzie państwo byli i
jak tam było?
Narzekamy bo Włochów , Rosjan i w ogóle innych to obskakują a nas „Araby”
maja w d***e.
No a czemu tak jest? bo się sami nie szanujemy bo nie szanują nas nasi właśni
reprezentanci naszych BP, którym w końcu płacimy.
Ludzie nie pozwólmy na to! Praca rezydentów którzy są polską wizytówka a
reprezentują polskich touroperatorów jest po prostu skandaliczna. Oni pierwsi
nas nie szanują.
przykłady.
1.Przylatujemy w nocy do autokaru wsiada uśmiechnięta p. Ania informuje że
mamy wspólny transfer Exim i Selectours i wspólnie pojedziemy do hoteli. Po
czym wysiada już z pierwszą grupą w pierwszym hotelu (tu jakaś gatka szmatka,
bo tak będzie szybciej bo noc itp.) i dalej już reszta turystów Exim i
Selectours jest rozwożona do swoich hoteli pod opieka kierowcy i egipskiego
przedstawiciela, która to opieka ogranicza się do dopilnowania aby bagaże
były wystawione z autobusu i lista odhaczona. No więc jak taki zaspany
Egipcjanin widzi ze nawet naszemu rezydentowi się nie chciało z nami
przyjechać do hotelu to dlaczego on ma nas szanować, sprawnie obsłużyć,
dostarczyć, bagaż do pokoju w 15min zamiast 3h itp.
A jak przyjeżdżają np. Włosi?
Rezolutna Włoszka wprowadza grupę do hotelu, recepcja załatwia swoje papiery
a ona bierze grupkę i oprowadza ( a niektóre hotele naprawdę są wielkie i
łatwo można zabłądzić) tu restauracja tu baseny, tam plaża , tu takie
atrakcje tam takie, państwo są zakwaterowani tam , tam i tam, w miedzy czasie
bagażowi podwożą walizki pod drzwi itd.
2.Do rezydenta Selecturs pod wskazane nr tel. nie można się dodzwonić, a
próbowałem w godzinach jego teoretycznego dyżuru w hotelu!!!
3.A już przegięli pałę w trakcie transferu powrotnego, znów wspólny transfer
z Exim i Selectours oraz Sun&Fun (nie wiem kto właściwie za to odpowiada)
podstawili autokar bez sprawnej klimatyzacji i tak od hotelu do hotelu w
śmierdzącym spoconym autokarze w którym było 36 C, zona mi zasłabła, cala
reszt na maxa wk*wiona bo cali mokrzy jak szczury a przed nami jeszcze kilka
ładnych godzin podróży, prośby groźby do egipskiego przedstawiciela nie
docierają nawiewy buczą nic nie chłodzą. W końcu stajemy gdzieś przy
skrzyżowaniu i stoimy 5 min nic, a wyrodku już 37 C, cholera chyba zupełnie
się to pudło popsuło?, na co my czekamy?, w końcu drzwi się otwierają
wsiada „nasza uśmiechnięta blondynka” witamy państwa jedziemy na lotnisko….
itd. oto nasza rezydentka, na pytanie co z klimą? ta odpowiada ze to przez
to, że dzisiaj tak gorąco… no gorąco jak każdego dnia w Egipcie myślę sobie
jak byś traktowała swoją prace poważnie to powinnaś pierwsza wsiąść do
autokaru sprawdzić czy jest sprawny czy można do niego zaprosić Twoich
turystów których masz pod opieką a dopiero potem objechała po kolei wszystkie
hotele, no ale ty wsiadasz na 5min przed lotniskiem i masz Nas wszystkich
gdzieś, ale nic już nie mówię bo nie mam siły się ruszyć od potu przyklejony
do fotela,
PS.
Nie jestem malkontentem, w kilku miejscach na świecie byłem i trochę
widziałem, miałem przyjemność jeździć z niemieckimi touroperatorami z
niemieckich lotnisk, i ten urlop uważam również za udany, ale z opinii
innych (również z tego forum) i własnych spostrzeżeń wnioskuję że większość
przykrych wspomnień wynika z tego że nasze polskie biura i ich
przedstawiciele nie szanują Nas a jeśli nie szanują nas to i własnej pracy,
do której maja podejście bardzo nieprofesjonalne.
A jaki poziom obsługi jest w polskich BP widzą wyraźnie Egipcjanie i serwują
nam dokładnie taki sam




Temat: Menaville - Safaga (***) HB
Byłem w tym hotelu po raz kolejny ale dzięki pani rezydentce Kasi po raz
ostatni. Po raz pierwszy w czasie pobytu w Egipcie zdarzyło mi się ,że
rezydentka zamiast pomagać- przeszkadzała. Jeżeli ktoś ma zamiar się wybrać do
Kairu, Luksoru wykupując wycieczki nie u rezydenta lub wybrać sobie sam pokój
to nie polecam tego hotelu bo pani rezydent postara się wtedy by pobyt stał się
koszmarem. Byłem w tym hotelu po raz kolejny więc zwyczajowo chcieliśmy wybrać
dobry pokój, lecz tym razem nie pozwoliła nam na to pani rezydent twierdząc, że
wszystkie pokoje ona rozdziela. W "nagrodę" za naszą samodzielność pani K.
przydzieliła nam pokoje z widokiem na ścianę składu desek windserfingowych, z
łazienką bez brodziku (woda rozlewała się po całej łazience). Oczywiście kilka
godzin później w konspiracji przed rezydentką zamieniliśmy te pokoje, ale sam
fakt ,że trzeba to było robić w konspiracji przed osobą, która powinna nam
pomagać jest skandalem. Jednak sprawa załatwiania pokoju to naprawdę niewielki
problem w porównaniu z tym jakie "atrakcje" zorganizowała nam rezydentka tylko
za to, że wycieczki do Kairu i Luksoru wykupiliśmy w innym biurze a nie u niej
bezpośrednio. Dzięki temu, że rezydentka jest żoną osoby, która zajmuję wysoką
pozycję w hierarchii hotelu wykorzystała swoje kontakty w taki sposób, ze
zostaliśmy zawróceni z konwojów i nie dotarliśmy do Kairu oraz Luksoru. Potem
dowiedzieliśmy się, że rezydentka wymyśliła historię, że mieliśmy zamiar niby
uciekać do Izraela. Taka plotka rozniosła się również szybko między gośćmi
hotelowymi. Rozmawialiśmy z klientami Menaville, którzy byli zniesmaczeni
działalności tej rezydentki, gdyż mieli też inne problemy. Są to starsze osoby,
więc nie będą swych problemów opisywać na forum , tylko składać reklamację
bezpośrednio w Ecco. My też złożyliśmy takowe reklamację Co do samego
hotelu... do tej pory był to mój ulubiony hotel a niestety w tym roku już nie
było tak dobrze. Wyżywienie się pogorszyło, dało się zauważyć ,że wprowadzane
są oszczędności , które pogorszyło jakość hotelu. Manaville był do tej pory
hotelem, w którym nie dało się zauważyć, ze polskich turystów traktuję się
gorzej niż gości z innych krajów, lecz niestety to również się zmieniło na
niekorzyść, co łatwo było zauważyć , kiedy pojawiły się grupy z Francji i
Rosji. Wtedy błyskawicznie poprawiło się jedzenie w restauracji, a przed samym
przyjazdem dużej grupy z Francji i Rosji ruszyła wielka ekipa do prac
pielęgnacyjnych i remontowych.
Trzeba jednak pochwalić obsługę, która jest miła i uczynna. Jeżeli ktoś mimo
tych zastrzeżeń wybierze się do hotelu to polecam wycieczkę łodzią na Soma Bay
(piękne rafy), a kto lubi prawdziwe egipskie klimaty i owoce morze to
koniecznie musi odwiedzić knajpkę Raucha w samej Safadze, gdzie można zjeść
cudowne zupy, rybki i kalmary. Polecam również skorzystać z usług taksówkarza
Jamal (stoi po drugiej stronie ulicy), który jest bardzo uczciwy i za 5 funtów
egipskich zabierze Was do centrum Safagi (ma 8-osobowy samochód więc wychodzi
bardzo tanio). Wybieraliśmy się z nim również na wypad do Hurghady , za który
zapłaciliśmy 20 $ (jechaliśmy w 5 osób). Cała wycieczka do Hurghady trwało
ponad 7 godzin.. Koniecznie też odwiedźcie pierwszy sklep po prawej (wychodząc
z hotelu) gdzie spotkacie bardzo sympatycznych braci pochodzących z Nubii.
Zawsze zaproszą Was na herbatkę lub sishę, i na pewno miło spędzicie tam czas.




Temat: Riadh Palms -wróciłam ciag dalszy...
Riadh Palms -wróciłam ciag dalszy...
Morze czyste, plaża także, duzo spacerowaliśmy promenadą lub
brzegiem morza do Mediny, suk jest wielki, długi, wąski, można w nim
nieźle pobładzić, jednoczesnie cztery osoby człowieka wołaja ,
zaczepiaja, zapraszają i od razu pytają: Polska , raszia, czech....
jak uslyszą, że Polska to od razu wrzeszczą: "Dobra dobra zupa z
bobra", za mna wołali Danusia, Zołza idt ale mozliwości targowania
są ogromne.... Ja tego nie nawidzą, mąż uwielbia, np torebkę Burbery
z 75 dinarów zhandlowaliśmy do 25ciu a córki trampki konwersy z
60ciu do 10ciu DT. Kupiłam piękne poduchy, mąz też torbę, arafatki,
sporo przypraw, trampki i sziszę oczywiście.!!!!(córka) Suk w Sousse
to także sklepiki dla tubylcow, cala dzielnica producentów mebli, w
kamiennych norach produkuja naprawdę piękne meble, jest tam taka
cala dzielnica rzemieślników, tam mieszkaja, zyja pracują... Dwa
razy tam się zapuściliśmy i nie mieliśmy żadnego strachu, iż nie ma
tam turystów. Mieszkania wyglądają na bardzo biedne i skromne,
wszystko stare i krzywe a miasto wogóle nie ma pojęcia o
słowie "architekt miejski" albo ma też zupelnie inne pojęcie
architektury.
Nabeul był o wiele bardziej "poukładany" zwarty, inna zabudowa a w
Sousse każdy po swojemu złozył swój domek z kart.(td)

Oczywiście zaliczyliśmy także piękny Port EL Kantaui (6 dinarów
taxi, pytać o cenę przed wejściem do taksówki bo potrafią naciagać)
i tam sa już ładne domy, tam mieszkają tunezyjscy bogacze, od razu
widać piękne zabudowania, zadbane ulice, nowoczesne budynki
mieszkalne i ichniejsze kamienice. Ładna zieleń i wszystko bardzo
zadbane. W Porcie kupilismy piękne akwarelki i zjedlismy pizze w
tubylczej knajpce, kelner nas przepraszał za to ,że palą tam sziszę
a dla nas była to nie lada atrakcja patrzeć na brunatnych skóra
panów zadumanych nad herbatą i fajką;)
W żadnej kafejce ani restauracji nie spotkalismy menu, podejrzewam,
że dla turystów są "Inne" ceny a inne dla tubylców,dopiero gdy ostro
zażądałam menu kelner wyniosł kartkę z wydrukiem z komputera.

A wracając do Riadh palms: codziennie były jakieś animacje ale z
nich nie korzystalismy za to korzystaliśmy dużo z krytego basenu gdy
nie było pogody, można tam było także posiedzieć w saunie albo
wykupić sobie masaż wykonywany przez miła kobitkę. Na krytym basenie
są ratownicy więc spokojnie dzieci mogą tam być same(tu)
Turyści w hotelu raczej nie byli uciązliwi, poza Angolami, którzy
chlali na umów i rzygali w kącie.
Ja z hotelu i obsługi jestem zadowolona, lobby bar jest spory, dużo
miejsca , także restauracja ogromna ale w sezonie musi być tam
totalny kociokwik, 650 pokoi, olbrzym. Pod koniec naszego pobytu gdy
zjechało sporo Hiszpanów otwarto dodatkową jadalnię dla rodzin z
dziećmi.

Nie wiem co tu jeszcze pisać, dla mnie to były wspaniałe dni,
spokój, relaks, cisza, duzo spacerowalismy, leżeliśmy przy basenie,
telefony nie dzwoniły, mąz się wysypiał popołudniami, naprawdę był
to miły czas. Mąz był w Tunezji po raz pierwszy , jak wiecie jest
wielbicielem Egiptu i był mile zaskoczony ich zachowaniem, kulturą
itd... stwierdził, że Egipcjanie sa potworni w porównaniu z
Tunezyjczykami, był bardzo zadowolony:)oX(:)oX(:)oX( I zamierza
jeszcze się do Tunezji wybrać!!!!!!
Wieczorami spacerowalismy nad morzem, potem drineczki w barze a
potem nasiadówka na balkoniku, szum morza i RELAKS!!!!!
Wrócilismy w dobrym nastroju choć droga powrotna była bardziej
uciązliwa, gdyz mieliśmy międzylądowanie w Poznaniu, tam godzina
przerwy, potem wsiedli do samolotu poznaniacy w tym niepełnosprawne
dziecko, które Kapitan kazał z rodzicami usadzić w pierwszym
rzędzie. Jak reszta wsiadła, to okazało się, że ten chory chłopczyk
siedzi z mama na miejscu innej mamy z córką, zaczęła się kłotnia na
maksa, baba powiedziała, że na inne miejsce nie pójdzie bo "ma
wyznaczone" pół samolotu na nią wrzeszczało w tym mój mąż
najgłośniej, stewardesy nie wiedziały co robić, ale tak babę
zlinczowaliśmy, że w końcu ruszyła na inny fotel..... A potem pól
godziny czekaliśmy na dokumenty do wylotu i w ten oto sposób
zaliczylismy godzinne opóźnienie:( Ale nic to.

Super było lecz się skończyło, teraz zaczynam zbierać kasę na
następne wakacje:D




Temat: Rezydentka Lucynka Wita z Sharm (Alfastar)
Do Pani Lucynki nic nie mam, ale do Georga owszem.
Dlaczego mu płaciłem, otóż dlatego ze Pani Lucynka nie jest w stanie obsłużyć
wszystkich turystów AlfaStaru w Sharmie i w niektórych hotelach funkcje
Rezydenta pełnią Egipscy pomocnicy. Jeden uparł się ze będzie do nas mówił po
Rosyjsku (po polskiego nie zna). Bardzo irytowało to wszystkich, ale widocznie
bliżej nam do Rosji....
Do samego Egiptu i wycieczek po nim - podzielam Twoje zdanie ze lepsze są od
niemieckich autostrad.
Jednak zdecydowanie lepiej wspominam wycieczki niezorganizowane przez rezydentów.
I nie chodzi tu o Panią Lucynę. Prawda jest taka ze Rezydent zarabia głównie
na takich wycieczkach (jest to ich główne źródło dochodu) -
wszyscy Rezydenci mogą potwierdzić.

W zeszłym roku ze znajomym nurkiem wynajęliśmy busik z kierowcą i pojechaliśmy
do Kairu. Oglądaliśmy to, co chcieliśmy (a nie to co program przewiduje - ponieważ program to rzecz święta - nie da się nawet na chwilę zatrzymać obok
ciekawego miejsca), a oprowadzał nas Egipcjanin, który wychował się w Kairze i
znał to miasto jak własną kieszeń.
Widzieliśmy miejsca, do których zwykłe wycieczki nie docierają i było SUPER.
Bez porównania z masówką w stylu Alfastar. 4 autokary do Kairu. Wyraźnie dało
się to odczuć na miejscu podczas lunchu. Kelnerzy zwijali ze stołów wszystko
co się dało (bo czeka następna grupa). Ciekawe za co ta dopłata 25 USD ???
Lunch jak z fast-foodu, a wstępy pokrywała obejmowały wjazd pod piramidy (ok.
10 funtów) i wejście do muzeum (następne 10 funtów) - w sumie 3,5 USD, a lunch szacuję na mniej niż 10 USD. Nie mówiąc już o tym, że przewodnicy zarabiali
nawet na biletach ulgowych, które wpychali komu się dało.
W sumie te 25 USD chyba w całości pokryły koszt wycieczki. Są to szczegóły na
które nie warto zwracać uwagi, jednak bardzo psują ogólne wrażenie.

Abu Galum - rewelacja... tylko że zorganizowana niemalże na "własną rękę".
Przejazd w 5 osób do Dahabu (kierowca sprytnie ominął punkty kontroli - bo
jechaliśmy bez zezwolenia - ale okazuje się że w Tym kraju wszystko jest
możliwe), później Blue Hole, wielbłądy i przejazd przez pustynię, do tego
jeszcze lunch w wiosce beduińskiej (lepszy od tego w Kairze), zakupy w Dahabie
i kilka innych atrakcji. Wszystko super, tylko że da się zorganizować za pół ceny.

Każdy spędza czas jak się mu podoba. Jeden lubi wszystko podane jak na talerzu
(albo bardziej - jak w supermarkecie) inny szuka wrażeń. Ja należę do tych drugich.

A wracając do cen wycieczek. Na prawde nie ma żadnej wycieczki w ofercie
Rezydentów AlfaStar w Sharmie, na którą nie dało by się pojechać taniej
z miasta. I mówię tu o oficjalnych cenach biur na mieście, które wręcz same się
proszą żeby z ich oferty skożystać, a nie odwrotnie.....

PS. Georgeowi musiałem zwracać kwitek za zapłaconą wycieczkę, bo stwierdził że
za tanio mi ją sprzedał!!! Poniżej krytyki !!! Jak już udało mi sie trochę
ztargować (w Egipcie to normalna sprawa), to stwierdził, że go oszukuję i oddał
pieniądze (w zamian za pokwitowanie). I NIKT MI NIE POWIE ŻE JEST TO NAJWIĘKSZY
JAJCARZ. ...A MOŻE RZECZYWIŚCIE JAJCARZ, BO NACIĄGNĄŁ TYLU NAIWNIAKÓW !

W moim przypadku rola rezydenta sprowadza się (jak w tytule) do powitania - po
pożegnania nawet nie było! Na lotnisko odwiózł nas Egipcjanin - ani słowa po polsku, troche po rosysjsku (jego ulubiony) i jeszcze gorzej po angielsku.



Temat: (Tunezja) Sfax,Cap Bon - czy warto?Co jeszcze ?
Dobra napisze co nieco:)
Przez Sfax tylko przejeżdzalem - jest to zwykle miasto - oaza nadmorska(czyli w
poblizu miasta znajduje sie spory gaj palmowy). Ale nien ma tam za duzo do
zobaczenia.
Najlepiej kup przewodnik Pascala "Tunezja" - to sobie przeczytasz o Sfaxie i
wszystkim co Cie interesuje.
Na Cap Bon nie byłem - za mało miałem czasu i nie organizuja tam wycieczek, a z
Sousse to kawałek, wiec chyba pozostaje pozyczenie samochodu. Jeżeli chcesz
wiecej informacji o cenach i pozyczaniu samochodu w Sousse to napisz na
macszc@wp.pl
Gwiezdne Wojny krecono w okolicach Matmaty - "ksieżycowy krajobraz" i wydawalo
mi sie że w samym miasteczku wykorzystujac domy Berberow.
Prawde mowiac nie slyszalem o wycieczce do innego miasteczka Gwiezdnych Wojen.
Warte zwiedzenia: Tunis(dojazd pociagiem)(wraz z medyna w Tunisie), Kartagina-
dojazd z Tunisu linia TGM(wzgorze Byrsa, Termy Antoniusza, Tofet nie widzialem -
jeden bilet za 5.20 dinara uprawnia do wejscia do 7 atrakcji + 1 dinar za
fotografowanie jak wszedzie gdzie nie wejdziecie), Sidi Bou Said-dojazd TGM
(mozna zobaczyc - ladne widoki z punktu widokowego), oczywiscie 2-dniowa
Sahara, (ale slyszalem od Polaka własnie w biurze Sahel Voyages, że 3-dniowa
Sahara jest duuuuuuuużo lepsza - jedzie sie caly czas jeepami,a nie autokarem i
wjezdza sie daleko wglab na bezdroza pustyni a nie 120 metrow na wielbladach
jak przy 2-dniowej Saharze. Sahel Voyages(biuro Pawła) miesci sie kolo hotelu
Sousse Palace na bocznej uliczce, ale zeby zorganizowac 3 -dniowa Sahare to
trzeba znalezc grupe chyba conajmniej 5 - osobowa. Koszt ok. 230 $. Pawel wcale
nie ma konkurencyjnych cen, przez polskiego rezydenta z biura Viva Tours mialem
dokladnie takie same ceny na Sahare).
W tunezyjskim biurze (na rogu nadmorskiej promenady i Avenue Habib Bourguiba)o
nazwie chyba Carthage Voyages (ale nie jestem pewny czy na pewno to to biuro)
sahara 2-dniowa za 120 dinarow (20 dinarow taniej niz u rezydenta) ale baba tam
nic nie wiedziala wiec ja olalem i pojechalem z Polakami. Ale mozna tam zajrzec
moze bedzie ktos bardziej kompetentny)
Mozna pojechac wieczorem do Portu el Kantanoui na pokaz fontann (trzeba byc tam
ok. 20.00 bo o 21.00 jest koniec - choc rezydenci twierdza ze zaczyna sie o
21.00) - Port ladny wieczorem, ale fontanny to taka kicha dla glupkowatych
turystow:)
Warto zobaczyc ribat w Monastirze (rodzinnym mieście Habiba Bourguiby) i
arabski cmentarz kolo ribatu, gdzie jest grobowiec Bourguibów. Mozna tez zejsc
na dół do przystani jachtowej.
W Mahdii nie bylem i żałuje ale nie mialem juz czasu.
Jak masz wiecej pytan, pisz na maila.
Komorki sie laduje bez problemu, ale nie zwrocilem uwadi na grubosc dziurek w
gniazdkach:)Wiem tylko ze nie ma bolcow zerujacych:)
P.S. Raczej wszyscy narzekaja na Tunezje, zwlaszcza Ci ktorzy byli wczesniej w
Egipcie, ale mi sie zajebiscie podobalo choc bylem juz w wielu miejscach i
wiele widzialem. Sa tez oczywiscie minusy ale to w koncu kraj arabski.
Moze kiedys bede potrzebowal info o Egipcie:)
Pozdro



Temat: Największa zaleta Bułgarii
Chciałbym zaapelować do miłośników Bułgarii, żeby nie zachowywali
się jak "pis-owcy". Dajcie innym wyrazic swoje zdanie. Nie
zaperzajcie się tak, nie denerwujcie się, że ktoś ma opinię
niezgodną z waszą.To forum jest przeznaczone do wyrażania opinii o
Bułgarii - różnych , nie tylko "bulagarofilii". Ja mam zdnie o
Bułgarii wyrobione po pobycie przez 2 tygodnie w lipcu 2008.
Rzeczywiście, zażartowałem,że największa atrakcja wyjazdu do
Bułgarii to 2 dniowa wycieczka do Stambułu (reszty Turcji nie
widziałem).Takie mam właśnie zdanie po wczasach w Bułgarii. Ta
wycieczka to był najatrakcyjniejszy moment podczas naszego pobytu w
Bułgarii.
Chciałbym dostrzec coś pięknego w Bugarii , ale niestety nie
potrafię.Bułgaria nie wytrzymuje porównania z innymi kierunkami
wakacyjnymi (ja porównuję z Tunezją-byłem 3x w różnych rejonach,
Włochami-3x, Egipt, Kreta, Hiszpania, Teneryfa) Bardzo chciałem do
B. pojechać i cieszę się, że pojechałem, ponieważ przekonałem
się ,że dzisiejsza Bułgaria to coś zupełnie innego niż ta ze
wspomnień z dawnych wyjazdów z Rodzicami za komuny.Mam po prostu
własny obraz i ocenę tego kierunku a nie tylko wyobrażenie. Tamta
Bułgaria miała swój urok, mimo komunistycznej szarzyzny. Dzisiaj
standardy się zmieniły, ale nie w Bułgarii. Została szarzyzna , bez
uroku.. No bo czym się zachwycać-ciężka droga, fatalny stan
nawierzchni(jeszcze gorzej niż w Polsce), straszny, przygnębiający,
los widzianych po drodze zwierząt- psów i kotów, agresywni i
nieuprzejmi kierowcy, totalny syf i gbury-pogranicznicy na przejściu
w Ruse, niezbyt atrakcyjny krajobraz przez całą drogę na wybrzeże,
oszustwa na stacjach benzynowych (na jednej obsługujacemu udało sie
wlać w zbiornik naszego samochodu o 5 litrów więcej niz kiedykolwiek
wcześniej wlaliśmy, nawet po przejechaniu 50 km na rezerwie).
Bułgarzy- wcale nie tacy sympatyczni, raczej oschli lub obojętni ,
trochę jak kiedyś u nas w urzędach, nie uśmiechają się i nie
nawiązują rozmowy. Nie można ich nazwać przyjacielskimi. Znam tylko
wybrzeże, więc nie mogę oceniać reszty kraju, może rzeczywiście są
piękne regiony Bułgarii. W Rumunii np. okolice Bukaresztu są
brzydkie, brudne i chyba niezbyt bezpieczne a Maramuresz na płn.
jest rewelacyjny. Dwa różne oblicza tego samego kraju. Mijane po
drodze miateczka w Bułgarii(trasa na sam koniec wybrzeża, prawie do
granicy tur.) były szare, biedne , zaniedbane , bez jakiejkolwiek
charakterystycznej architektury. Samo wybrzeże - szczelnie
zabudowane, z wielką ilością rozpoczętych budów nowych
apartamentowców. Te apartamentowce to chyba jedyne , co się nowego
buduje w Bułgarii.Innych objawów nowoczesności nie zauważyłem. W
Rumunii było widać "ruch w biznesie", w Bułgarii nie. Plaże byłyby
piękne, gdy nie duża ilość ludzi i stan czystości. Często Bułgarzy
załatwiają swoje potrzeby fizj. odchodząc do pierwszej linii krzaków
na obrzeżu plaży. Leżaki i parasole na plaży były droższe niż na
Teneryfie. Wiele osób wcześniej pisało i ja potwierdzam, duża ilość
petów w piasku. Wystarczy reką przjechać po piasku obok miejsca
gdzie się leży i z pewnościa trafi się na liczne pety zagrzebane w
piasku. Hotel, w którym mieszkaliśmy był naprawdę niezły, chociaż
było wielu "prostych" Niemców , pijących dużo piwa i wrzaskliwych.
Polacy przy nich wyglądaja na kulturalnych, z klasą, turystów.
Bardzo lubię zwiedzać w czasie wakacji. Wybralismy się więc do
słynnego Neseberu. Miasteczko byłoby piękne, gdyby ludzi było 5x
mniej(ale na wybrzeżu nie bardzo jest co zwiedzać, więc wszyscy jadą
tam) i gdyby nie szczelna zabudowa straganami wszystkich uliczek, co
całkowicie uniemożliwa zwiedzanie i robienie ładniejszych zdjęć.
Polecam jednak w Neseberze bardzo fajną, spokojną knajpkę "El
Greco"(prowadzona przez miejscowych Greków) o ile dobrze
zapamiętałem nazwę. Trzeba sie kierować w prawo po wejściu za mury.
Oczywiście, mimo że piszę krytycznie, wczasy nie były takie złe-
dzięki temu,że byłem z Rodziną, z którą bardzo lubię podróżować , no
i byliśmu dzięki wyjazdowi do Bułgarii we wspaniałym Stambule.
Podumowując, jeśli ktoś lubi się tanio bawić i spędzić cały urlop na
plaży , nie lubi zwiedzać i krajobraz nie ma dla niego znaczenia-
Bułgaria nie będzie złym wyborem. Knajpy dość tanie (chociaż podobno
z roku na rok ceny znacznie rosną), piasek na plaży jest, morze
jest, słońce świeci, nie będzie źle. Mnie w Bułgarii wielu rzeczy
zabrakło, które składają się na pojęcie "wspaniałe miejsce na
wypoczynek".Jak się czeka cały rok na urlop i wydaje się niemałe
pieniądze, można trafić dużo lepiej niż do Bułgarii. Mam nadzeję,że
miłośnicy Bułgarii pozwolą mi na wyrażenie zdania i jeśli ktoś
zażyczy sobie skomentować , to merytorycznie, a nie obraźliwie.



Temat: WCZASY Z ALFA STAR !!!!!!!!!!
WCZASY Z ALFA STAR !!!!!!!!!!
Witam wszystkich.Przed godziną wróciłem z Egiptu gdzie wykupiłem wczasy w
hotelu Sheraton Miramar w B.P ALFA STAR.Dwa tygodnie kosztowały mnie 8.700
zł.za 2 os.dorosłe i dziecko.Ze względu na dziecko starannie wybierałem hotel
zwracając uwagę na to aby 8 letnia córka nie nudziła się[mam tu na myśli
baseny,klub dla dzieci,okolicę itp.]Dzień przed wyjazdem zadzwoniłe do alfa
star z pytaniem czy nie ma jakiś zmian.Pani Magda zapewniła mnie że na 100%
mam hotel Sheraton.Po przylocie odebrał nas jakiś arab w koszulce z logo ALFA
STAR,ledwie mówiący po polsku.Dowiózł nas do hotelu w nocy,w recepcji którego
spędziliśmy ok.3 godz.poniewaz powiedział nam iz mamy rezerwacje tylko na dwa
dni i taką rezerwację kazał nam podpisać.Nie zgodziliśmy się więc w karcie
meldunkowej[którą wczesniej moja zona podpisała]dopisał długopisem termin 2
dniowy.Po 2 dniach zadzwoniono do nas do pokoju z recepcji ze mamy
natychmiast zwolnic pokoj poniewaz skonczyła nam sie rezerwacja.Zadzwoniłem
do rezydenta ktory powiedział ze jest problem poniewaz nie ma dla nas hotelu
i rozłączył się.Następne próby dodzwonienia się nie udawały się,ponieważ się
rozłanczał.Następna godzina to istny horror dla mnie i mojej rodziny.W hotelu
nikt nie był już tak grzeczny jak zwykle,tylko stanowczo nalegano abyśmy
zwolnili pokój.Po godzinie dodzwoniłem sie do rezydenta który powiedział ze
zmieniają nam hotel na Steigenberger golf resort[hotel b.ładny jednak nie dla
rodzin z dziećmi-całkowity brak atrakcji dla dzieci-ale dla 50 let.
golfistów.Rezydent zapewniłnas jednak ze po 2 dniach wrócimy do
sheratona.Jednak na spotkaniu w drugim dniu pobytu w steigenberger wspaniały
rezydent przekazał nam iż nie ma możliwości abysmy wrócili do sheratona jak
również abyśmy zostali w staigenberger.Poprostu zostaliśmy z mozliwością
zostania wieczorem bez hotelu.Od godz.10 do 18 spędziliśmy czas w
recepcji.Dziecko oprócz kłopotów z żołądkiem dostało wysypki na ciele.Po 10
godz oczekiwania rezydent powiedział nam iz są tylko 2 hotele oba 4 gwiazdki
w ktorych mogą nas zakwaterować.Przypominam ze wykupiłem wczasy w 5
gwiazdkowym hotelu.Pod wpływem zmęczenia,smutku dziecka,nerwów zony zgodziłem
się na kolejna zminę hotelu.Rezydent powiedział ze w ramach przeprosin za
trudnosci tego dnia dokłada nam wersję wyżtwienia all.zamiast hb.Przed
powrotem do polski zgodnie z umową biura podróży dałem do podpisania moją
reklamację rezydentowi,ktory powiedział ze musi dać ją do przeczytania
swojemu szefowi.W dniu wyjazdu moja reklamacja wróciła do mnie bez jakiego
kolwiek podpisu,natomiast z dopiskiem ze w ramach zmiany hotelu dołożono mi
wersję wyżywienia all oraz należy mi się 50 dolarów.Rezydent odmówił mi
podpisania reklamacji oraz tego ze odmawia podpisu śmiejąc się ze nie potrafi
pisać.W związku z powyższym nie pozostaje mi nic innego jak skierować sprawę
do Sądu,poinformować Izbę Turystyki,oraz media .Mam nadzieję że nikogo z was
nie spotka to co mnie i moją rodzinę.Przestrzegam wszystkich i jeszcze długo
będę to robił przed oszustami z B.P ALFA STAR i jej pseudoWŁAŚCICIELKĄ
IZABELLĄ sTRZYLAK.Nazwisko rezydenta Emad Hamdy.




Temat: TUNEZJA - wady i zalety
Byłam w Tunezji 3 lata temu w mieście Sousse.Jednak polecam Port el Kantaoui-
rewelacja-koniecznie wybierz się na wycieczkę łodzią ze szkalnym dnem-warto!
Miasto przepiękne,czyste-koniecznie trzeba iść do latarni morskiej-na wale
usypanym z kamieni jest pełno krabów gigantycznych rozmiarów!Warto pojechać do
miejscowości Hergla (taxi)-10 km na północ od Portu-super plaża z widokiem na
góry Atlasu Tellskiego.Można wracać na piechotę plażą(tak zrobiłam!)-wybrzeże
coś w stylu klifowego z widocznymi małymi rafami, przechodzące w piaszczyste-
super czysta woda,dużo fajnych muszelek.Z wycieczek komercyjnych polecam
3dniowe safari i tylko jeepem-największa atrakcja- oraz Tunis-Kartagina-Sidi
Bou Said.
Byłam w lipcu ze Scan H.i nie polecam tego biura!Nie można było dogadać sie z
rezydentem w sprawie zmiany pokoju-dostałam pokój z widokiem na ścianę
sąsiedniego budynku,łazienka zagrzybiona, brudna,zamiast dywanu jakaś stara
skóra z wielbłąda!.Dopiero za drugim podejściem udało się załatwić lepszy pokój-
i to w recepcji bez udziałui rezydenta-dużo stresu, a w końcu dostałam pokój z
widokiem na morze na 5 piętrze bez dopłaty.Na wycieczkach organizowanych przez
biuro kicha: na Kartaginę było 20 minut-biegaliśmy żeby coś zobaczyć,to samo
Sidi Bou Said,W Tunisie też za mało czasu!Na muzeum były jakieś 2 godz.Po
zwiedzaniu muzeum mieliśmy wracać do hotelu , ale autokar się zepsuł i
musieliśmy czekać 2 godz.na zastępczy.Generalnie wszystko w biegu!Sorki-nie
wszystko, bo w fabryce dywanów w Kairouanie siedzieliśmy pobad 1,5 godz.-tylko
po to żeby kupić drogi kawałek dywanika-pewnie mieli z tego prowizję.Okropność!
Przyjechałam żeby wypocząć a tu trzeba sie spieszyć żeby zobaczyć coś
ciekawego.Szok!I jeszce niekompetencja pilotki, która twierdziła, iż pustynia
piaszczysta to hamada, itp!!!Jako studentka turystyki myślałam ,że padnę
plackiem!
I to wszystko za kupę forsy!Obecnie Last minute do 3* hotelu w tym biurze
kosztuje tyle co wycieczka do 5* w Triadzie!Ponadto jeśli chodzi o wachlarz
imprez fakultatywnych to Triada ma ciekawsze-oprócz tych co opisałam są jeszcze
Dugga,płw. Cap Bon.Acha i safari jest bogatsze w Triadzie.Sprawdź!
Uważaj na meduzy-wyglądają jak nasze polskie ale parzą niemiłosiernie-pomaga
pianka Panhtenol.
Ja osobiście ze SH nigdy już nie skorzystam-lecę 10 lipca z Triadą do Egiptu na
7 dni zwiedzania+7 dni wypoczynku( hotel 5* podczas pobytu)i płaciłam
1849+opłaty ok.350 zł -wycieczki fak.wliczone( tylko trzeba wziąć ok.50 usd na
wstępy).Za SH Tunezję 3 lata temu zapłaciłam 2200+wyżywienie.Dodatkowo ponad
600 zł za 2 wycieczki.Hotel miał być 3*-okazało sie po przyjeździe że jest 2,5*!
PS>acha z tych wycieczek po Tunezji to meczet w Kairouanie możesz sobie
podarować-drogo a i tak nie wejdziesz do środka.
Pozdrawiam i życzę miłego urlopu!
Gośka




Temat: Kto ma dzisiaj kaca?
no.skoro misztal party było,to może misztal kac?

Sejm pracuje a on się byczy
Wygląda na to, że posłowi wszystko wolno, zwłaszcza bogatemu

Nie było go w Sejmie, kiedy w dramatycznych okolicznościach zmieniano ustawę
samorządową. Nie było go też na posiedzeniu komisji infrastruktury, której jest
członkiem. Bo był z narzeczoną na wakacjach
FOTO FOTO ADAM ABRANIECKI
Sejm pracuje pełną parą od kilkunastu dni, kampania przed wyborami
samorządowymi rozkręca się, a jeden z najbogatszych posłów, w polskim Sejmie
Piotr Misztal (41 l.), jak gdyby nigdy nic, byczy się w najlepsze na
słonecznych plażach hiszpańskiej Majorki.

Kąpiele w morzu, wylegiwanie się na leżaku, wspólny czas ze swoją narzeczoną
Renatą. Takie atrakcje uprzyjemniają teraz politykowi czas. A poselska praca?
To za nudne dla niego! Po powrocie do Polski marzy mu się bój o prezydenturę
Łodzi. Bez programu, ale za to z solidną opalenizną.

Kąpiel w morzu
- Ale tu ciepło! Nie mogłem odebrać telefonu, bo kapałem się w morzu - mówi
odprężony poseł Misztal, kiedy do niego dzwonimy. To kolejna jego podróż, a ma
słabość do leniuchowania w upalnych miejscach. Zaliczył już m.in. włoski kurort
Rimini i piaski Egiptu. Tym razem na odpoczynek wybrał Playa de Palma -
turystyczny raj na Majorce. Tu mógł się pobyczyć! Do dyspozycji puby, knajpy i
dyskoteki położone wzdłuż plaży. A w hotelu Cristina, w którym mieszkał,
pływanie w basenie, gra w bilard, sauna i jacuzzi.

Na "deser" posła czekał masaż, wliczony w koszty pobytu. Ile kosztowały te
kilkudniowe przyjemności? - Grosze... - wypala znudzonym głosem Misztal. Grosze
to według byłego posła Samoobrony 4-5 tys. złotych. On nie musi liczyć się z
forsą. Ma willę wartą półtora miliona złotych, maybacha za milion złotych,
hummera H2, wypasione BMW 730 i sportowego nissana. Narzeczona Renata jeździ
mercedesem SL 500 wartym 100 tysięcy dolarów.

"Dodatkiem" do majątku Misztala jest jego biżuteria - złoty łańcuch za 4 tys.
dolarów, sygnet z brylantem za 6 tys. dolarów i złoty roleks za 23 tys.
dolarów. Z dumą prezentuje ją w Sejmie.

Marzy o prezydenturze w Łodzi
Na ul. Wiejską Misztal jednak nie pali się wracać. Ani intensywnie pracować.
Przez 11 miesięcy nie zgłosił żadnych zapytań. Na koncie ma jedynie 5
interpelacji. - Ten, kto występuje na mównicy, niekoniecznie coś robi -
usprawiedliwia się. Poseł zbyt wiele nie chce robić, ale marzy mu się fotel
prezydenta Łodzi. Niebawem zgłosi swą kandydaturę w wyborach. - Jaki ma pan
program wyborczy? - dopytujemy. - Były już bogate programy. A ja nie mam
żadnego, nie będę robił wody z mózgu mieszkańcom - mówi pewny siebie Misztal.
Jak widać, lenistwo - czy to na Majorce, czy w Polsce - to sposób na życie
posła Misztala.

Poseł powinien pracować dla kraju, a nie leniuchować
- Wygląda na to, że pan poseł Misztal, brzydko mówiąc, ma Polaków i Polskę w
dÉ - denerwuje się Bogdan Dworowski (60 l.) z Łodzi. - Zamiast pracować ciężko
dla kraju, on woli leniuchować. Dorobił się majątku, więc harować już mu się
nie chce. Ciekawe w takim razie, po co startował do Sejmu? Pewnie żeby sobie
jakieś kontrakty pozałatwiać. (Misztal jest właścicielem firmy produkującej
cement - przyp. red.). Mieszkam tuż obok jego biura poselskiego, a nigdy go tu
nie widziałem. To skandal! Poseł powinien czuwać nad tym, co się dzieje w
kraju, a nie byczyć się gdzieś w ciepłych krajach.

autor: Sylwester Ruszkiewicz DK drukuj




Strona 3 z 3 • Zostało wyszukane 124 postów • 1, 2, 3